Siedlice, młyn i raz jeszcze strumienie Puszczy Wkrzańskiej - ciekawa historia niepozornej wsi

Siedlice na tle innych polickich wsi nie wyróżniają się niczym specjalnym poza faktem, że się przez nie przejeżdża w drodze do Szczecina. Tymczasem ta uroczo położona w Puszczy Wkrzańskiej wieś ma całkiem ciekawą historię.

Pisząc swego czasu tekst o wkrzańskich strumieniach, nosiłem się z zamiarem odwiedzenia domniemanego miejsca funkcjonowania siedlickiego młyna. Najlepsza pora na eskapadę to ta, gdy człowiek nie ugrzęźnie w chaszczach przyszpilony przez kleszcze i komary. Czyli zimą. Trochę wody w Siedliczance upłynęło, nim udało dokonać się wizji lokalnej. Ta przyniosła całkiem inspirujące refleksje.

Ale wpierw trochę o historii Siedlic

Niemiecki kartograf Heinrich Berghaus, autor imponującego dzieła “Landbuch des Herzogtums Pommern”, opis Siedlic rozpoczyna od idyllicznego obrazu: wieś ma romantyczną lokalizację w dolinie, między wzniesieniami Wzgórza Warszewskich a płaskowyżem Równiny Wkrzańskiej. Dolina to pojęcie w tym przypadku trochę na wyrost, ale faktycznie osada ulokowana została na styku linii brzegowej dawnej delty Odry ze wspomnianymi wzgórzami. Dawno temu Odra naniosła u swego ujścia sporą ilość osadów, a gdy z czasem poziom wód zaczął się obniżać, osady te wyszły na powierzchnię i tak powstała Równina Wkrzańska. A że wiatr hulał po niej srodze, miejscami utworzył skupiska imponujących wydm śródlądowych, które to też w sąsiedztwie Siedlic znajdziemy (o tym osobny tekst).

Początki zwartego osadnictwa w tym miejscu datuje się na XII wiek, kiedy to niemieccy przybysze założyli tu wieś zwaną Heckelwerk. Wg. historyka prof. Tadeusza Białeckiego nazwa ta wywodzi się od słowa heckel - ogrodzenie, żywopłot. Pierwsza potwierdzona wzmianka na temat osady pochodzi z roku 1286, kiedy to biskup kamieński Herman von Gleichen oddzielił wieś Heckeldorf od parafii w Policach i nakazał wybudować tu kościół. W 1298 r. wieś przyznana została przez biskupa pomorskiego Piotra klasztorowi augustianów w dzisiejszej Tatyni (Hagen). Rok później przełożony kolegiaty mariackiej w Szczecinie wspomniał, że podlegający mu wierni z wiosek Heckelwerk i Lese (Leśno) zostali oddzieleni i przypisani do kościoła, który miał powstać w Leśnie. Zaś w 1301 r. książę pomorski Otto I potwierdził użyczenie klasztorowi dóbr Heckelwerk i Lese i przyznał możliwość pobierania opłat z obu przez kolejne 12 lat, co ponowił w 1325 r. Zakonnicy wybudowali w Siedlicach klasztor wraz z kościołem, postawili młyn i zaprowadzili gospodarkę rolną i leśną - odprowadzając część zbiorów do klasztoru w Tatyni, a resztę sprzedając na rynku w Policach (Uwaga - informacja o klasztorze pochodzi z jednego, pośredniego źródła, wymaga jeszcze potwierdzenia).

Niepozorna i leniwie snująca się Siedliczanka, ongiś Heckelwerks Mühl Bach.

W XV w. kondycja wsi ulega osłabieniu. Podupadający klasztor rozebrano, pozyskany budulec przeznaczono na rozbudowę klasztoru w Jasienicy, a część dóbr wróciła pod zwierzchność książęcego państwa. Ale to dopiero wojna 30-letnia miała przynieść zupełny upadek Heckelwerk.

Konflikt ten uznawany jest za pierwszą totalną wojnę nowożytnej Europy. Przede wszystkim z racji na straszliwe konsekwencje, jakie spadły na cywili - wojna poniosła za sobą miliony ofiar z powodu działań zbrojnych, głodu i epidemii. Stała się też gwoździem do trumny Księstwa Pomorskiego pod władzą słowiańskich Gryfitów. Kapitulacja księcia Bogusława XIV w 1627 r. we Franzburgu przed armią cesarską Albrechta von Wallensteina (niech Was nie zmyli nazwisko dowódcy - z pochodzenia był Czechem) pociągnęła za sobą łańcuch nieszczęść. W tym samym roku przez teren księstwa przetaczać się zaczęły bowiem wojska szwedzkie Gustawa II Adolfa (niech Was nie zmyli szwedzkość inwazji - w armii Wazów udział rodowitych Szwedów był paroprocentowy). Pomorze stało się jedną z aren konfliktu, na co książe Bogusław nie miał większego wpływu. Wojska szwedzkie i cesarskie na masową skalę rabowały miasta i wsie. Stały się też przyczyną wybuchu epidemii dżumy, odry, ospy i tyfusu. Na domiar złego w 1637 r. książę zmarł bezpotomnie, co oznaczało definitywny koniec dynastii Gryfitów. Na mocy pokoju westfalskiego kończącego w 1648 r. wojnę, Pomorze Zachodnie zostało podzielone na dwie części. Część zachodnią ze Szczecinem otrzymała Szwecja, wschodnią - Brandenburgia. I w takich oto okolicznościach Heckelwerk przestało istnieć. Jedynym śladem po osadzie stała się nazwa utrzymana w odbudowanym młynie - Heckelwerk Mühl.

Ponad 70 lat później układ sił na mapie Europy wyglądał już zgoła inaczej. Potęga Szwecji w obszarze basenu bałtyckiego na skutek III wojny północnej uległa osłabieniu. Rodziło się za to nowe mocarstwo - Prusy - których król Fryderyk Wilhelm I Hohenzollern 21 stycznia 1720 r. na mocy traktatu w Sztokholmie nabył od korony szwedzkiej Pomorze Szczecińskie ze Szczecinem oraz wyspami Wolin i Uznam (warto tę datę zapamiętać, gdyż de facto od tego momentu można mówić o ustanowieniu na Pomorzu Zachodnim państwowości niemieckiej). Na Pomorzu, jak i innych regionach królestwa Prus, wciąż jednak były widoczne następstwa wojny 30-letniej: bieda, wyludnienie i zacofanie. Chcąc temu zapobiec, Fryderyk Wilhelm I rozpoczął proces systemowej kolonizacji podlegających mu ziem. Celem było gospodarcze, polityczne i narodowe zespolenie Prus.

Politykę kolonizacyjną kontynuował jego syn, Fryderyk II zwany Wielkim. Decyzja o odbudowie opustoszałej wsi i zasiedleniu jej kolonistami zapadła u schyłku jego panowania. Rozkaz wydano Departamentowi do Spraw Wyznań, na czele którego stał minister Karl von Zedlitz, a działanie przeprowadziła Pomorska Kamera Wojny i Domen. Na cześć ministra postanowiono nadać nowej osadzie nazwę Zedlitzfelde.

Choć znaczenie nazw Zedlitzfelde i Siedlice jest różne, to są podobne do siebie pod względem fonetycznym. Nie bez powodu też, choć w odwrotną stronę, pierwotnie słowiańskie nazwy śląskich miejscowości Siedlce i Siedlnica zgermanizowano na Zedlitz. W pewnym więc sensie nawet dziś w polskiej nazwie wsi pobrzmiewa echo postaci Karla von Zedlitz.

Warto tu na chwilę zatrzymać się przy jego osobie, bo jak nic tak dobrze obrazuje, jak kipiącym, politycznym i gospodarczym tyglem przed wiekami był obszar styku Łużyc, Polski, Czech i Śląska. Jednym z owoców przenikania się kultur stały się zgermanizowane słowiańskie rody. Patron Zedlitzfelde wywodził się z takich, i to z grona najznamienitszych w dziejach Dolnego Śląska. Jego przodkowie pochodzili z plemienia Serbów łużyckich. Zedlitzowie na Śląsk sprowadzili się w XII w., pełniąc przez kolejne wieki ważne funkcje w księstwach Piastów śląskich. A gdy nadszedł kres ery słowiańskich władców, obejmowali stanowiska wysokich pruskich urzędników i ministrów. Karl von Zedlitz uczynił za swego życia coś, co funkcjonuje w edukacji po dziś dzień - będąc ministrem szkolnictwa królestwa Prus wprowadził w 1788 r. maturę jako egzamin dla uczniów szkół średnich. Jego reformy miały jednak dużo szerszy wymiar, a ich oświeceniowy charakter wprowadził pruskie szkolnictwo na europejskie wyżyny. Dzieje Zedlitzów na obszarze dzisiejszej Polski zakończyły się w 1945 r. Zmumifikowane zwłoki Karla von Zedlitz spoczywają w podwałbrzyskim Walimiu.

Drugi rozdział historii wsi rozpoczął się w 1782 r. Utworzono 7 założeń osadniczych, z których 6 było podzielonych na pół, a 15 marca 1784 r. 13 osadnikom został wydany dokument posiadania z datą. 22 września 1796 r. przyznano tytuł własności na jeszcze jedno miejsce. Cała kolonia składała się więc w sumie z 14 lokacji. A ponieważ kolonię wzniesiono na włościach należących od 1298 r. do kościoła w Tatyni, koloniści zobowiązani mu byli płacić podatek. Dodatkowo z 5 lokalizacji odprowadzano podatek do kościoła w Tanowie (Falkenwalde).

Należy pamiętać, że stałym elementem historii wsi jest młyn. Widzimy go na szwedzkiej mapie katastralnej z 1692 r. Wspomina też o nim Berghaus w swoim dziele - młyn nie posiadał przywileju obowiązkowego mielenia (przymus mlewa), co nie gwarantowało mu trwałych dochodów, ale zgodnie z decyzją z 1758 r. miał prawo do posiadania swojego wozu transportowego w Policach, co z kolei pozwalało konkurować z innymi okolicznymi młynami.

Szczegółowy obraz wsi z 1861 r. podany przez Berghausa wygląda następująco: kolonia składa się z 1 młyna, urzęduje w niej 1 pełny kolonista, 7 półkolonistów, 2 ćwierćkolonistów i 11 małorolnych. Ma 25 budynków mieszkalnych i 29 stajni. Zamieszkuje ją 301 mieszkańców w 66 rodzinach, wśród nich 34 rodziny bez własnej ziemi, których członkowie parali się pracą w leśnictwie, oraz innymi zajęciami. Wśród nich są cieśle, dwóch krawców, jeden kowal, dwóch sklepikarzy i jeden karczmarz. Wieś rozpościerała się na 300 morgach, z których 5 to gospodarstwa rolne i zabudowa, 15 ogrody, 5 drogi i ścieżki a 275 grunty orne. Z racji na niską jakość gleb, uprawia się na nich tylko żyto i ziemniaki. Chudobę stanowi 17 koni, 30 krów i cieląt, 30 owiec, 25 świń i 15 kóz. Kolonia należy do parafii w Tatynii a coroczny podatek płaci parafii w Jasienicy. We wsi funkcjonuje szkoła dla 80 dzieci.

W roku 1870 wybudowano nową świątynię ewangelicką. I tu pojawia się rozbieżność w datowaniu budowy siedllickiego kościoła, gdyż inne źródła podają rok 1905. 35 lat różnicy to sporo. Czy więc przed tym, który stał jeszcze długo po wojnie, istniał inny obiekt, czy też mamy tu do czynienia z błędnymi danymi? Na tę chwilę nie znam odpowiedzi na to pytanie.

Widoczny na zdjęciu ewangelicki kościół powstał na przełomie XIX i XX w. przy wjeździe do wsi od strony Leśna Górnego.

Po drugiej stronie drogi stał budynek szkoły. Dziś już nie istnieje. Jak widać na zdjęciu droga nie była utwardzona. Droga asfaltowa powstała dopiero w latach 80-tych.

Jeszcze jeden zachowany widok kościoła - ściana zachodnia.

Pocztówki ukazujące Siedlice na przełomie XIX i XX w. mówią nam o tym, że we wsi działają gospody, sklepy i usługi. Wieś stanowiła atrakcyjny punkt wycieczek dla mieszkańców Szczecina, Polic i pobliskich osad. We wsi działały związki: kolarski, gimnastyczny i bractwo strzeleckie. Przemiany gospodarcze na Pomorzu wpłynęły na status zawodowy mieszkańców. Zmniejszył się udział zaangażowania w gospodarkę rolną, zwiększyło za to zatrudnienie w przemyśle Szczecina, czy też w powstałej w Policach na cele wojenne fabryce paliw syntetycznych.

W czasie II wojny światowej Siedlice bezpośrednio zetknęły się ze skutkami konfliktu wywołanego przez Niemcy. W bliskim sąsiedztwie, między Siedlicami a Mścięcinem, przy drodze z Polic do Siedlic oraz w Leśnie Górnym, zlokalizowano punkty obrony przeciwlotniczej. Ich zadaniem była ochrona wspomnianej fabryki przed alianckimi nalotami. W samej wsi wybudowano dwa schrony na wypadek nalotów, a pobliskie lasy poprzecinane zostały kilometrami okopów. Siedlice u schyłku wojny stały się też świadkiem odwrotu wojsk niemieckich, czy nawet Łotyszów z ochotniczej dywizji Waffen-SS "Lettland".

Bateria 8,8 cm Flak 41 między Siedlicami i Mścięcinem (fot. Günter Ostwald)

Betonowa podstawa działa na jednym ze stanowisk. Mimo upływu lat i postępującego zniszczenia powojennych pozostałości, bez problemu można je odnaleźć w terenie.

A tu konkretny ślad po II wojnie światowej - pociski odłamkowe kal. 88 mm - które zostały odkryte przy siedlickiej baterii Flak w 2006 r. i zabezpieczone przez jednostkę saperską z Podjuch.

Pamiątką po II wojnie światowej są też dwie zygzakowate szczeliny przeciwlotnicze, umiejscowione przy byłym cmentarzu i w centrum wsi. Przetrwały wojnę w całkiem dobrym stanie. Do pewnego czasu można było je jeszcze przejść.

Następstwa II wojny światowej odcisnęły wyraźne piętno na zasobach materialnych wsi. Można mówić o zniszczeniu ok. połowy zabudowy. Wyludniona wieś 27 kwietnia 1945 r. została zajęta przez wojska Armii Czerwonej. Do jesieni 1946 r. leżała w obszarze tzw. Enklawy Polickiej, ustanowionej przez Rosjan w celu zdobycznego demontażu fabryki paliw syntetycznych. Osadnictwo polskie - o którym można powiedzieć, że jest trzecim istotnym etapem w dziejach wsi - przede wszystkim z racji na uszczuplone zasoby mieszkalne w stosunku do stanu przedwojennego, jak i zmianę panujących na Pomorzu stosunków ekonomicznych, nie przywróciło osadzie dawnego potencjału ludnościowego. Gdy spojrzymy na dane liczbowe na przestrzeni dwóch wieków (1861 r. - 301 mieszkańców, 1905 - 392, 1910 - 325, 1925 - 355, 1933 - 309, 1939 - 342, 1995 - 120), możemy wprost mówić o regresie. Aczkolwiek warto odnotować powolny wzrost - w 2011 r. liczba mieszkańców Siedlic wynosiła już 202 osoby, głównie dzięki dwóm nowym skupiskom domów jednorodzinnych. Wieś ostatnimi laty ożywiło także skomunikowanie z Policami i Szczecinem linią autobusową nr 106 oraz wybudowanie chodnika z Polic, na którego trasie pojawiła się "Karczma Jana".

Na koniec warto jeszcze wspomnieć o niewesołym losie tutejszego kościoła. Poświęcono go w 1949 r. Z początku był świątynią filialną parafii w szczecińskiej dzielnicy Glinki, potem podlegał parafii w Policach. Po znacznych uszkodzeniach spowodowanych przez silną burzę w 1972 r., kościół postanowiono rozebrać. W jego miejscu stoi dziś pamiątkowy krzyż.

Gdzie w Siedlicach działał młyn?

Spoglądając na dzieje Siedlic można stwierdzić, że tutejszy młyn był nie tylko ich istotnym elementem, ale w pewnym momencie nawet jedynym istniejącym.

Punktem wyjścia do przemysleń nt. lokalizacji młyna jest fragment szwedzkiej mapy katastralnej z roku 1692. Ukazuje on obszar dzisiejszych Siedlic tuż po zapaści osadniczej, a przed fryderycjańską akcją kolonizacyjną z 1782 r. Czyli w momencie, gdy nie funkcjonowała tu żadna zwarta osada. Na mapie widać młyn opisany jako Heckel Mühl, oraz strumienie Siedliczkę (Keller Bach) i Kiernik, które łączą się przed młynem i zmieniają nazwę na Siedliczanka (Heckelwerks Mühl Bach). Jest jedna rzecz, która odbiega znacząco od stanu dzisiejszego - bieg strumieni w punkcie, gdzie się ze sobą łączą. Nawet przyjmując, że niegdysiejsza odwzorowanie topograficzne terenu pozostawiało wiele do życzenia, to jednak ich bieg znacznie się różni od obecnego.

Na tym rzucie widać, jak pierwotny bieg strumieni mógłby w przybliżeniu dziś wyglądać. Wyjaśnienie wydaje się być proste - strumienie uregulowano na potrzeby nowego osadnictwa, czego dowodem jest ich wytyczony niemalże pod linijkę bieg w punkcie zejścia. Siedliczkę poprowadzono na tyłach przydomowych ogrodów. Nie stanowiło to pewnie dużego problemu, gdyż są to małe i płytkie strumienie. Porównanie obu map ukazuję nam również pierwotny dukt prowadzący z Polic do siedlickiej krzyżówki, w znacznej części istniejący do dziś. Zaznaczona została również domniemana lokalizacja młyna.

Potwierdzeniem na istnienie w tym miejscu młyna, poza wizją lokalną, jest skan laserowy terenu, który ukazuje pozostałość po - zabrzmi to dumnie - założeniu hydrotechnicznym młyna. Jeśli się nie mylę na zaznaczonym punkcie widzimy - ponad głównym biegiem strumienia - kanał wypustowy funkcjonujący za kołem młyńskim. Ze względu na mały spadek terenu zastosowanie tu mogło mieć koło podsiębierne, tzn. napędzane nurtem przepływającym pod spodem. Przed kołem znajdował się zaś staw spiętrzający. Ten można próbować zlokalizować na obszarze widocznego do dziś obniżenia terenu - w niecce między strumieniem, drogą i laskiem.

Ślepy już dziś kanał wypustowy...

...który łączy się z Siedliczanką. W tym gąszczu nie jest to łatwo zauważyć, ale na zdjęciu z lewej strony widnieje Siedliczanka, a z prawej kanał wypustowy.

Nigdzie nie natknąłem się na informację, kiedy młyn w Siedlicach przestał konkretnie funkcjonować. Rzekomo w XIX w. (choć Wiesław Gaweł wspomniał, że stało się to dopiero podczas II wojny światowej...). Na mapach z XX w. nie widzimy żadnego obiektu ani stawu spiętrzającego. Jednakże...

...staw taki pojawia się na szkicach stworzonych po wojnie przez byłych mieszkańców Siedlic (źródło: www.zedlitzfelde.de). Na tym rysunku wskazany jest nawet jego właściciel, zamieszkujący pod nr 27 - Schössow. Proszę zwrócić też uwagę na nr 20 - istniejąca dziś karczma mieści się na zamieszkanym już wcześniej terenie. "Karczma Jana" ożywiła ubogą substancję gastronomiczną Puszczy Wkrzańskiej, jest fajnym celem spacerów z Polic, tudzież dobrą metą wyprawy ze Szczecina przez Wzgórza Warszewskie (nieopodal usytuowany jest przystanek linii nr 106, z którego mamy 15 minut do pętli Szczecin-Głębokie). Ale przyznacie Państwo, że z powodzeniem mogłaby sięgnąć do tradycji funkcjonującego w pobliżu przez wiele wieków młyna?!

Na drugim szkicu (także ze strony www.zedlitzfelde.de), staw już stracił na objętości...

Reasumując powyższe przemyślenia, można z grubsza określić, gdzie w Siedlicach przez siedem wieków funkcjonował młyn. A przy okazji wyszło, że na potrzeby kolonii uregulowano bieg tutejszych strumieni. Jeśli ktoś z Czytelników zechce wskazać inne fakty i tropy w tej materii, zachęcam do kontaktu.

Na koniec krajoznawcze wspomnienia - Puszcza Wkrzańska w epoce "zlodowacenia" :-) Droga z Polic do Siedlic, 2002 r. Niestety z przykrością trzeba to stwierdzić, że z biegiem lat postępuje degradacja krajobrazu okolic Siedlic i otaczającej go Puszczy Wkrzańskiej. Nowo powstająca zabudowa (chaotyczna wizualnie i nie harmonizująca z przyrodą), śmieci, eksploatacja rekreacyjna - robią swoje :-(

Poewangelicki cmentarz w Siedlicach i nagrobki pod warstwą śniegu. Zimą świat jest piękniejszy...
---

Źródła: Heinrich Berghaus "Landbuch des Herzogtums Pommern" / Gazeta Wrocławska, "Rycerze, co służyli u Piasta" / Zedlitzfelder Heimattreffens www.zedlitzfelde.de / Sedina.pl / Wiesław Gaweł www.samarama.wikidot.com/siedlice / "Leksykon Puszczy Wkrzańskiej" pod red. T. Białeckiego i S. Krzywickiego.

.

Popularne posty